Black metal, czyli o muzyce z najgłębszych czeluści piekieł cz.1
Kolejny opisywanym przeze mnie gatunkiem będzie black metal. Nazwę swą wziął on od albumu o tym samym tytule, który to popełnił zespół Venom, uważany za jeden z pierwszych grających taką muzykę. Obok nich wśród grona prekursorów wymienia się także Bathory, czy Celtic Frost. Osobiście jednak uważam, że zespołowi Bathory bliżej do mieszanki Black/Thrash z naciskiem na thrash, ale patrzę na to, jako fan muzyki w XXI wieku. W tamtych czasach określano to troszkę inaczej. Sam gatunek ma swoje początki w latach 80 i wywodzi się głównie z krajów skandynawskich. Stąd też znamy najwięcej i najlepsze kapele Black, co nie znaczy, że innych rejonach one nie występują (co więcej, nie tylko w Norwegii można znaleźć prawdziwe perełki).
Jest to gatunek niezwykle kontrowersyjny. Zazwyczaj albo się go kocha, albo nienawidzi. Rzadko kiedy, ktoś ma neutralne podejście do tej muzyki. Jest ona bowiem dość prymitywna (zarówno kompozycyjnie jak i brzmieniowo). Utwory są naprawdę skrajnie szybkie(czasem nawet thrash wymięka), bardzo agresywne i proste. Niektórzy mówią, że wręcz prymitywne. Ledwo słyszalny bas i mocno przestrojone gitary to cechy charakterystyczne. Wokal to zazwyczaj specyficzna odmiana growlu występująca chyba tylko tutaj w takiej formie. Jest to wokal strasznie skrzekliwy, czasem można mieć nawet wrażenie, że wokalista wymiotuje na mikrofon.