Co nie zabije, to cie wzmocni – trochę gadania o Death metalu cz.2
Obrazy przedstawiane w lirykach, to nierzadko istne masakry w których leją się hektolitry krwi, a słowo brutalność nabiera zupełnie nowego znaczenia (poczytajcie chociażby o chorych wizjach Cannibal Corpse). Moim zdaniem warte uwagi zespoły to (oprócz wymienionego w nawiasie obok) takie klasyki jak: Death, czy Morbid Angel, jak i nowsze kapele (przykłady podam z Polski, bo jeśli chodzi o ten gatunek uważam, nasz kraj za wyjątkowo mocny) takie jak: Vader, Lost Soul, Trauma, Esquarial czy Hate. Wspomniałem jednak wcześniej, o wielu mieszankach.
Są one dość liczne. Wymienię kilka najważniejszych. Blackened death (połączenie blacku i death). Zjawisko dość ciekawe. Najlepszy reprezentant to moim zdaniem (znów Polski zespół) dobrze każdemu znany Behemoth. Kolejnym podgatunkiem może być tutaj brutal death metal. Jak sama nazwa wskazuje, jest on jeszcze bardziej brutalny, a wokale to już nie growl, a pig squeal i guttural. Przykładami mogą być chociażby: I Declare War, czy Devurment.