Doom metal – czas popełnić samobójstwo cz.1
Doom metal, o którym mowa jest gatunkiem bardzo specyficznym. Ciszy się sporym zainteresowaniem, lecz głownie wśród płci pięknej (choć jest to moje osobiste spostrzeżenie). Nie oznacza to jednak, że wyłącznie dziewczyny słuchają tej muzyki. Wszystko spowodowane jest faktem, że doom „robi” za gatunek bardzo powiedziałbym liryczny. Dużo tutaj smutku, melancholii, a teksty nie rzadko traktują o miłości. Doom charakteryzuje się tym, że jest muzyką wolną, walcowatą często cholernie ciężką (te ostrzejsze odmiany). Dominują tu wolne i średnie tempa. Wokal często jest mieszanką śpiewu, melorecytacji, a nawet szeptów, czy growlu (ten jednak występuje zdecydowanie rzadziej). Riffy występujące w utworach, są niezwykle ciężkie i mało skomplikowane. Nie stawia się tutaj bowiem na szybkość, czy technikę, ale na klimat. Tworzeniu klimatu pomagają liczne instrumenty klawiszowe, smaczki w postaci różnych innych dziwnych dźwięków, czy nawet instrumenty smyczkowe, jak skrzypce, czy wiolonczela (doskonałym przykładem może być utwór „Your River” zespołu My Dying Bride).