Heavy Metal, czyli nie taki diabeł straszny… (cz.1)

Od razu nasuwa się pytanie, skąd taki tytuł tego tekstu. Ano dlatego, że kojarzony jest z tymi najostrzejszymi odmianami muzyki. Tymczasem jest jednym z najbardziej przyswajalnych, przyjaznych i melodyjnych odmian metalu. Stereotyp na jego temat może brać się stąd, iż lata temu rzeczywiście, za taki uchodził. Czasy się jednak zmieniają i powstało mnóstwo gatunków, dużo ostrzejszych i powiedziałbym mało przyjaznych dla przeciętnego słuchacza. Mylić, też może nierzadko specyficzny image artystów tego nurtu, okładki płyt, czy sama tematyka tekstów. Sama muzyka jednak przedstawia się nieco inaczej. Oczywiście, nie ulega wątpliwości, że podstawą jest tu sekcja rytmiczna, bas oraz riffy (ostre jak brzytwa gdy porównać je do bluesowych czy jazzowych). Ale co z nimi? Otóż perkusja. Gra powiedziałbym dość spokojnie (choć jest to moja subiektywna opinia). Nie ma tu zawrotnych prędkości, blastów, czy niewiadomo jak skomplikowanych przejść. Dominują tu średnie tempa. Gitary, to już zupełnie inna bajka. Riffy są bardzo melodyjne, jednak niespecjalnie skomplikowane, czy wirtuozerskie. Bas często stanowi tylko tło. Utwory nie są specjalnie rozbudowane.